InFamous 2 #10: Koniec zmartwień

InFamous 2 blog

Słońce zaszło już za horyzontem, a New Marais powoli kładło się spać. Na dachu budynku Molloy w strefie przemysłowej ktoś nerwowo przestępował z nogi na nogę, czekając na umówiony śmigłowiec. Ktoś zdecydowany, by zostawić za sobą to miasto i wszystko, co z nim związane. Nie zamierzałem do tego dopuścić, a Zeke już zadbał o to, bym dostał swoją szansę.

Paskudztwo

Bertrand chciał uciec. Zrozumiał, że znajduje się w kiepskim położeniu, stojąc gdzieś pomiędzy mną i Bestią. Kiedy odmówiłem współpracy i nie odpuszczałem, depcząc mu po piętach, postanowił zwinąć się, zostawiając ludzi, którym obiecywał bezpieczeństwo. Tyle było z jego płomiennych przemówień i kwiecistych deklaracji.

Chciałem poznać jego motywacje. Zrozumieć powody, dla których tworzył potwory i Conduitów, bawiąc się mocą, której do końca nie rozumiał i nie potrafił ujarzmić.

– Nie masz jeszcze wystarczająco pieniędzy? – zapytałem, nie kryjąc irytacji w głosie.

– Świat musi przekonać się, z jakim złem ma naprawdę do czynienia – odparł spokojnie siwowłosy lider bojówek.

– Co takiego? Próbujesz wystraszyć ludzi? – nie dowierzałem własnym uszom.

– Tak. Conduici muszą zostać wymazani z powierzchni Ziemi.

– I dlatego postanowiłeś, że rozpoczniesz ludobójstwo.

– To paskudztwo kalające ten świat.

Święty plan

Czułem, jak narasta we mnie gniew. Patrzyłem w jego porytą zmarszczkami twarz i widziałem rozgoryczenie. Za tymi słowami kryło się coś jeszcze. Może to rozczarowanie mocą, którą dostał? Zamiast zdolności godnych superbohatera otrzymał od Ray Sphere przemianę w wielkiego robala, czego nie omieszkałem mu wypomnieć.

– Cole, nie naciskaj mnie. Jeśli znów zmienię się w to monstrum, będziemy obaj mieć krew na rękach – ostrzegł, przybierając ten charakterystyczny ton ze swoich przemówień.

– Krew? To ty próbujesz zmanipulować ludzkość, by wymordowała każdą osobę obdarzoną mocą!

– Conduici nie są częścią świętego planu! Są produktem nauki! Napędzanym ludzką chciwością i podszeptywaniami diabła, Cole!

– I tu się mylisz, Bertrand. Conduici to nie potwory. Widzisz, to nie moc zabija. To ludzie ukrywający się za tą mocą zabijają – odparłem, a trzymany w rękach Amp rozjaśnił się niewielkimi błyskawicami.

Bertrand nie czekał na mój ruch. Odwrócił się i skoczył z dachu, a po paru sekundach poczułem okropny odór i zobaczyłem, jak obok budynku wyrasta Behemot. Wielki insekt zamierzał mnie dopaść. Zeke trzymał rękę na pulsie i podjechał w okolice pickupem. Musieliśmy wyciągnąć monstrum do innej części New Marais, gdzie Laroche i jego ludzie przygotowali już zasadzkę.

Symbol upadku watażki

Bezmyślne bydlę napierało przed siebie, skupiając na nas swoje ślepia. Niszczyło wszystko na drodze. Musiałem zadbać o bezpieczeństwo swoje i Zeke’a. Kiedy stwór wypuszczał z paszczy naprowadzające się w jakiś sposób na nas kule z kwasem, odpychałem je ścianą energii. Kiedy z kolei ruszał z szarżą, rycząc donośnie, musiałem trafić dokładnie wymierzoną rakietą energetyczną, by na moment go spowolnić.

Taka zabawa trwała przez chwilę i doprowadziła do ruiny kilka przecznic. Spora część sektora przemysłowego, który przyniósł Bertrandowi ogromne pieniądze, zmieniła się w gruzowisko. Symboliczny upadek imperium watażki, który mienił się sprawiedliwym. Zatrzymaliśmy się w na jednym ze skrzyżowań, gdzie rebelianci Laroche’a przygotowali pułapkę. Rozgorzała otwarta bitwa.

Nix, Kuo, mnóstwo ludzi z rakietnicami, a po drugiej stronie Behemot i nacierające z każdej strony potwory. Niewinni ludzie przemienieni w bezrozumne bestie. Mieliśmy to szczęście, że na pomoc swojemu liderowi nie przybyli Ravagerzy czy Devourery. To byłby kłopot, a tak mogliśmy skupić większą część naszej uwagi na najgroźniejszym z potworów. Potem przyszła pora na drugą część planu.

Koniec zmartwień

Zeke skonstruował specjalne rakiety zdolne powalić Behemota. Musieliśmy tylko naprowadzić go we wskazane lokalizacje, by mieć pewność, że trafią w cielsko i przebiją twardą skorupę. Złapałem płozę helikoptera, by zyskać potrzebną prędkość. Dla Bertranda w tej formie liczyło się tylko to, by mnie dopaść, więc łatwo wpadł w naszą pułapkę. Nie przeszkodziły nawet pewne komplikacje i fakt, że rakiety nie wybuchły po trafieniu. Zająłem się tym. Pomogłem im eksplodować.

Behemot tracił siły. Przyszła pora na ostatnią rundę. Nawałnica potworów się nasiliła, ale Ampem eliminowałem je jeden po drugim. Kuo i Nix robiły swoje, wykorzystując do maksimum posiadane moce. Kiedy dostrzegłem świecące na różowo punkty, zaatakowałem. Jedno odnóże. Drugie. A potem ukryte pod żebrami pseudoserce. Monstrum zachwiało się i uderzyło w stojący obok hangar. Rozwierająca się w trzy strony szczęka otworzyła się szeroko, plując wszędzie kwasem. Sześć oczu mrugnęło szybko, a nogi zapadły się pod ciężarem cielska. Wielka głowa z impetem uderzyła o ziemię, wywołując wstrząs wyczuwalny w całym New Marais. To był koniec Bertranda. Nie musiał się już martwić. Nie był Conduitem, a więc jedną z istot, których tak szczerze nienawidził.

Mogłem skoncentrować całą swoją uwagę na Bestii. Na trawiącej ludzkość pladze i decyzjach, które mnie czekają. Najpierw ostatni potrzebny Blast Core. Nie byłem jedynym, który desperacko go potrzebował. Lodowi żołnierze skoncentrowali całą swoją uwagę na zdobyciu wypełnionego energią jądra. Wierzyli, że zatrzyma proces przemiany. Zastopuje mutację, która pozbawiała ich ludzkich cech i odruchów. Przestanie degenerować ich ciała i umysły, pozbawiając człowieczeństwa w imię coraz większej siły i czystej destrukcji. Widziałem, jak przebiega ten proces i dokąd prowadzi poprzez mojego niespodziewanego sprzymierzeńca. Conduit, który sprzeciwił się złu i został naszym sojusznikiem. Informator, któremu wiele zawdzięczam. Na koniec musiałem osobiście go zgładzić, kiedy rozrośnięty do rozmiarów tytana zaczął tracić nad sobą panowanie. Upojony mocą, szukał tylko kolejnych sposobów, by jej użyć. W przebłyskach świadomości błagał, by go zatrzymać. Zrobiłem to, rozumiejąc jego ból.

Dwa razy krócej

Wykreowani sztucznie przez Bertranda conduici widzieli skutki procesu przemiany i chcieli ją zatrzymać za pomocą Blast Core’a. Mieli tego pecha, że ja również bardzo go potrzebowałem. Był to ostatni fragment niezbędny do obudzenia mocy, którą wykorzystam do aktywowania RFI. Starliśmy się na szczycie oblodzonego komina fabryki, który zaanektowali jako swoją wieżę obserwacyjną. Symbol ich panowania nad rejonem. Bitwa pozbawiła ich złudzeń. Nie mogli dotrzymać mi kroku. Próbowali zasadzek, nacierali hordami. Dzięki samonaprowadzającym rakietom i granatom oraz niewielkiej przestrzeni potrafiłem doskonale się w takiej sytuacji obronić. Blast Core było moje.

Wróciłem na dach, gdzie zamelinował się Zeke. Był już wieczór. Światło ekranu telewizora słabo rozjaśniało miejsce będące czymś na wzór bezpiecznej przystani. Za moment mieliśmy z niej wypłynąć na wzburzone morze.

– Myślisz, że jestem gotowy? – zapytałem kompana.

– Z mojej perspektywy są dwa typy ludzi. Większość z nich jest jak ja. Choć nie do końca pasuje im to, co dzieje się wokół, siedzą na kanapie i starają się jakoś sobie z tym radzić. Do drugiej grupy należysz ty.

Uśmiechnąłem się, słysząc te słowa.

Dwa razy jaśniej

– Koniec drogi – oznajmiłem, podnosząc Blast Core, tak że jego blask rozświetlił nasze twarze.

– Na zdrówko, brachu – odparł Zeke, kiwając głową i uderzając lekko butelką piwa o świecący przedmiot. Dwa razy krócej – rzucił wymownie.

– I dwa razy jaśniej – odparłem, kończąc motto, którym kierowaliśmy się od lat. W tej chwili wydawało się tak bardzo prawdziwe.

Z nową mocą powróciła moja zdolność ściągania wyładowań elektrycznych, by razić nimi wrogów z wysoka z nieporównywalną z niczym siłą. W sam raz na nadchodzące bitwy, które o wszystkim zdecydują.

InFamous 2 to druga odsłona serii Sucker Punch o losach mężczyzny obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami. Produkcja kontynuuje historię z jedynki i pozwala pokierować losami Cole’a McGratha w stronę zostania superbohaterem lub złoczyńcą, tym razem w mieście New Marais. Jak poprowadzili historię twórcy i co ma do zaoferowania sequel? O tym wszystkim opowiadam w poświęconej InFamous 2 relacji na blogu w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi utrzymać wysoki poziom energii w akumulatorach! Dziękuję z góry!  

<— Przeczytaj dziewiąty odcinek opowiadania z InFamous 2

Ostatni odcinek przygody Cole’a w InFamous 2 —>

<— Sprawdź początek relacji z InFamous 2

< — Przeczytaj opowieść z pierwszego InFamous

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.